Nie czas jednak na kontemplację
„Nie czas jednak na kontemplację, bo oto ziemia coraz szybciej „podchodzi" pod nogi. Jest tuż, tuż. Podciągam się na szelkach i uginając połączone nogi amortyzuję pierwsze uderzenie, by niemal w tym samym momencie zrolować przez biodro przepisową przewrotką. Podrywam się, gaszę czaszę, zwijam spadochron i podążam na miejsce zbiórki. Odczuwam ogromną satysfakcję. Pragnę znowu skakać.
Jesteśmy już w komplecie na punkcie zbornym, pośrodku zrzutowiska. Kilka instruktorskich uwag i samochodem szybko na lotnisko. Pobieramy nowe spadochrony i znowu biegiem do samolotu.
Drugi skok. Procedura jak przy pierwszym i ten sam wewnętrzny niepokój. Widać spadochroniarz jest najbardziej odważny między poszczególnymi skokami. Tym razem rzucam się jednak w dziurę z otwartymi oczami. Nieco twardsze lądowanie, spowodowane falowymi podmuchami przyziemnego wiatru.
Przed jednym z następnych skoków rotmistrz Łopianowski stwierdza, że jego spadochron jakby za luźno siedzi w pokrow
14 — Podwójna pętla
cu. Sprawdzam i radzę wymienić. Nie czyni jednak tego, skacze i dopiero po wylądowaniu powie — Wiesz, stary, cały czas nie wierzyłem, że mi się ten cholerny parasol otworzy. — Ot, iście kawaleryjska fantazja!“(4)