Na moje pytanie czy po umowie
„Na moje pytanie, czy po umowie sowieckoniemieckiej z dnia 23 sierpnia uważa on myśl podobną za racjonalną, otrzymałem odpowiedź niewyraźną i wymijającą, o ile jednak pamiętam, odpowiedź ta zawierała zdanie, że ze strony Sowietów nic nam nie grozi. Nie chcąc kontynuować jałowej i spóźnionej dyskusji, zaniechałem uwagi cisnącej się na usta, że to, co było słuszne w wywodach szefa Sztabu Głównego na temat warunków czasu i przestrzeni, stanowiło jednocześnie najsurowszą, mimowolną krytykę powziętego przy jego wybitnym współudziale planu wojny, nacechowanego zupełnym brakiem przewidywań i operacyjnego realizmu.
Wieczorem wyruszyłem w drogę do Rzeszowa w towarzystwie mego I oficera podpułkownika Demla i podpułkownika Wiśniowskiego, oficera operacyjnego sztabu Inspektoratu „Polesie". W Sandomierzu, dokąd dotarliśmy o wczesnej godzinie porannej, trwał właśnie alarm lotniczy. Miasto było zatłoczone taborami, szukającymi schronienia pod drzewami przydrożnymi. Po ulicach wałęsały się luźne grupy żołnierzy o wyglądzie nader podejrzanym. Stanowiły one mieszaninę bardzo różnolitą pod względem pochodzenia organizacyjnego. Osobiście stwierdziłem wiele mówiącą obecność piechurów, saperów i sanitariuszy z 7 dywizji piechoty, która przed dwoma dniami biła się na zachód od Częstochowy.“(1)